sobota, 22 października 2016

Pierwsze Pokolenie



Jeszcze niedawno pisałam że ataki na imigrantów (w większości na Polaków) w UK ustały i można już odetchnąć z ulga. Niestety przyszła kolejna fala. Po śmierci Arka Jóźwiaka pobitego w Harlow, znowu poczuliśmy się zagrożeni.

Wczoraj robiłam zakupy w Tesco. Stałam przy stoisku z pieczywem i ciastami. Za placami usłyszałam rozmawiającą po polsku parę. Była to matka z nastoletnim synem. Gdy podeszli bliżej mnie nagle przeszli na angielski. Chłopcowi było to najwyraźniej bez różnicy, mówił płynnie i bez akcentu, jego mamie przychodziło to trochę trudniej. Po co więc mówili po angielsku między sobą? Pomyślałam, że choć nie wyglądam groźnie, ale mogłam przecież być jakąś nienawidzącą imigrantów zwolenniczką brexitu.
Czy ja też niedługo będę się bała mówić po polsku z dzieckiem?
O nie, nie dam się zastraszyć.
Tak naprawdę, to nigdy nas tu nie kochali. Od zawsze słyszałam, że Polacy przyjeżdżają po zasiłki i zabierają pracę. Brzmi to trochę bez sensu bo albo przyjeżdża się po zasiłek, albo zabiera pracę. Zresztą te zarzuty nie mają za bardzo pokrycia w rzeczywistości. Są na to dane, wyliczenia, ile kto pobiera zasiłków i ile podatków płacą Polacy w UK. Jednak ziarno zostało zasiane. Jeśli takie prawdy powtarzają politycy i media, to dlaczego w to nie wierzyć? Jednak kto potrafi myśleć samodzielnie i oceniać sytuację według swojego rozsądku, widzi, że owszem Polaków jest na Wyspach bardzo dużo, ale ciężko pracują i nie sprawiają większych kłopotów. To nie jest polityczna poprawność gdy ktoś tak mówi. Większość Anglików tak nas widzi. Gdy ktoś ma do czynienia z takimi ludźmi, nie ma się czego bać. Problem jest w biednych dzielnicach, tam gdzie jest duże bezrobocie, alkohol, narkotyki. Winą za wszystkie nieszczęścia zaczęto obarczać właśnie Polaków. I ludzie, którzy tam mieszkają w to wierzą. Chcą wierzyć. Chcą mieć kogoś na kim mogą się zemścić. A Polacy są łatwym celem. Nie mają swoich reprezentantów w parlamencie, stowarzyszeń, absolutnie nikogo kto by ich bronił. Generalnie imigranci są bez żadnych praw i dlatego są oczywistym chłopcem do bicia. Taka sytuacja dotyczy niestety każdego kraju, nie tylko Wielkiej Brytanii. Nie muszę przecież przypominać co się dzieje w Polsce i jak Polacy traktują imigrantów u siebie.
A my za granicą wcale się nie integrujemy. W każdym mieście w UK są polskie ulice, pełne polskich sklepów i agencji pracy, w których mówi się po polsku. Nawet banki mają tabliczki na drzwiach zachęcające do założenia konta właśnie u nich bo obsługa mówi po polsku. Są też polskie kościoły. Czasem nawet myślę, że Polonia uważa, że jest coś takiego jak polska religia. Bo przecież nie mówią kościół Rzymsko-Katolicki, tylko polski, nawet gdy proboszcz jest anglikiem, a polskojęzyczny ksiądz przyjeżdża raz w miesiącu żeby odprawić „polską” mszę.
Nie ma niestety czegoś takiego jak polska wspólnota w UK. Polacy mimo, że mieszkają na jednej ulicy, nie stają za sobą murem. Mogą mieszkać obok siebie, chodzić do tego samego sklepu ale w ogóle się nie znają, nie rozmawiają że sobą. Każdy raczej unika kontaktów z rodakami niż szuka u nich pomocy. Jesteśmy dla siebie konkurencją. Żaden Anglik nam nie zagraża ale inny Polak, to już jest wróg na śmierć i życie.
Nie mam złudzeń, że wszystko jest porządku. Nie mam złudzeń, że przez brexit nikt nie ucierpi. Anglicy wybrali zmiany i te zmiany dostaną. Czy nam się to podoba, czy  nie. Nie będzie nam łatwiej i lepiej. Zresztą życie imigranta nigdy nie było łatwe.
Jedyną nadzieją to nasze dzieci. My jesteśmy pierwszym pokoleniem, my przecieramy szlak. To dla dzieci tak się męczymy. Chcemy żeby miały dobry start w lepszym miejscu na ziemi. Możemy dać im dwujęzyczność, wiedzę o ich przodkach, wrażliwość na innych. Oni już będą wiedzieć co z tym zrobić. Jeśli my nie mamy dość siły żeby o siebie walczyć, oni na pewno tę siłę będą mieć.

Brak komentarzy: