sobota, 6 sierpnia 2016

Jak Żyć Po Referendum?





„Polityką trzeba się interesować, bo jeśli nie, to polityka, tak czy owak, nas nie ominie, zagarnie i zapuka do naszych drzwi”. Tak mówiła zmarła niedawno moja ulubiona dziennikarka Janina Parandowska. Cały czas myślę o tych słowach bo polityka właśnie puka do moich drzwi.
Puka też do drzwi każdego imigrnata w Wielkiej Brytanii po niedawnym referendum w sprawie opuszczenia Unii Europejskiej. I celowo piszę każdego, bo to przecież nie chodzi tylko o Polaków, Litwinów, Hiszpanów czy Rumunów ale też o każdego Pakistańczyka czy Kenijczyka czyli o przybyszów spoza Unii. Czuję się jakby ktoś stanął w drzwiach i mówił „Mamy was dość! Wynocha!”

Gdy przypominam sobie co się stało zaraz po wygranym przez zwolenników opuszczenia Unii referendum, pamiętam o doniesieniach prasowych o nasileniu się przemocy wobec imigrantów. Większość dotyczyła Polaków. Ale nie tylko, skarżyły się też organizację muzułmańskie. Bo to broń obusieczna. Moja koleżanka z pracy, Brazylijka z brytyjskim paszportem, zagłosowała za opuszczeniem Unii. Też uznała, że imigrantów jest za dużo, sama będąc imigrantką. Tak samo zrobiło wielu Polaków, którzy dzięki brytyjskiemu paszportowi mogli głosować. Opowiedzieli się przeciw innym imigrantom. Problem w tym, agresor na ulicy nie pyta o paszport. On widzi tylko inny kolor skóry i słyszy obcy akcent. A brexit takich ludzi rozochocił. Poczuli się szeryfami, którzy ogłaszają, że teraz nastaną inne porządki. Na szczęście z czasem sytuacja się uspokoiła. Policja szybko reagowała, nie było przyzwolenia na przemoc wobec imigrantów. Uff. Przyznam, że miałam stracha przez jakiś czas.
Przypominam sobie zdjęcie, które zrobili sobie chirurdzy z jednego ze szpitali. Byli tam Hiszpanie, Grecy ale ani jednego Anglika. Chcieli tym zdjęciem przekazać – „Potrzebujecie nas, imigrantów.” Moją uwagę przykuł jeden komentarz. „Takich ludzi nie chcemy się pozbyć. Na pewno dostaliby dużo punktów za wykonywana pracę, bo w ten sposób powinno się zacząć segregować imigantow”. To samo usłyszałam od mojego kolegi w pracy. Gdy rozmawialiśmy o tym, że nie czuję się już dobrze w tym kraju i nie wiem co będzie dalej. On odpowiedział, że mam się nie martwić, bo na pewno dostanę dużo punków za to że pracuję i nie biorę zasiłków. Jakież było jego zdziwienie gdy powiedziałam, że ja nie chcę być punktowana. Nie wyobrażam sobie, że ja, moi bliscy, znajomi będą dostawać punkty, które ocenią naszą przydatność w kraju, w którym mieszkamy od wielu lat, płacimy podatki, kupujemy domy, rodzimy dzieci. Teraz ktoś miałby przyjść, podliczyć nas w punktach i zdecydować, ty zostajesz, ty wyjeżdżasz.
Nie będę analizowała powodów dla których ludzie głosowali za opuszczeniem Unii Europejskiej, każdy u mnie w pracy wymieniał swoje. (Jedne głupsze od drugich, to już inna sprawa.) Nikt jawnie nie mówił o imigrantach. Jednak musieli wiedzieć, że głosując za wyjściem z UE głosują za zatrzymaniem napływu obockrajowców. Czy aż tak nas nie lubią, że zdecydowali się zniszczyć swoją gospodarkę, żeby się nas pozbyć? Nadal nie potrafię tego zrozumieć. Zresztą nie tylko ja.
Napisałam „nas” imigrantów. Po każdym zamachu terrorystycznym przeprowadzonym przez fundamentalistę muzułmańskiego czy po prostu szleńca, myślę „oni”. Nie identyfikuję się z  nim, nie jestem taka. Jestem białą Europejką. Gdy oglądam telewizję i słucham o decyzjach politycznych dotyczących migrantów w UK, to jest o mnie. Ja jestem jedną z tych osób, której ta decyzja dotyczy.
A jak nas rozróżnić? Przyznać punkty?

Postanowiłam, że będę strać się o brytyjski paszport. Sama się dziwię, że wcześniej o to nie zadbałam. Naiwna, myślałam że Unia będzie wieczna, że jestem obywatelką Europy. Z brytyjskim paszportem będę mogła głosować i będę miała wpływ na politykę kraju, w którym mieszkam. Państwo uzna mnie za swoją i będzie mnie chronić. Oficjalnie nie będę imigrantką, będę obywatelką. W rzeczywistości niewiele się zmieni, ale na papierze zmieni się wszystko.

Brak komentarzy: