poniedziałek, 18 maja 2015

Historia Latawca Nielota


Puszczanie latawca miało być największą atrakcją naszej wycieczki do Kornwalii. Długo debatowaliśmy który latawic będzie najlepszy. Zdecydowaliśmy się na najdroższy model, na dwa sznurki. Nie chcieliśmy brać zwykłego, to miał być super szybki, super zwinny i super wysoko latający latawiec.  Antek bardzo przeżywał, całą drogę powtarzał kite, kite. Nie mógł się doczekać kiedy zobaczy latawiec wysoko w górze. Jednak ten najdroższy model miał inne plany. Nasz super kite nigdy nie wzniósł się wyżej niż na 2 metry. Przeważnie leżał na ziemi. 

Za to my biegaliśmy. Właściwie od rana do wieczora robiliśmy wszystko żeby go chociaż na chwilę wysłać go w powietrze. Niezmordowani próbowaliśmy sił i na plaży, i na wydmach. A warunki do puszczania latawca były najlepsze na świecie. Ogromna przestrzeń i bardzo silny wiatr. 
 Tuż przez wyjazdem tata Antka rzucił go przy samochodzie. Cały czas wiał silny wiatr więc zapytałam:
- Oj, nie boisz się że odleci? Tak go zostawiłeś. To w końcu bardzo drogi latawiec.
- Taaak, przez cały weekend nie poleciał, a teraz nagle pofrunie. Chętnie to zobaczę - odparł zirytowany.
Nie wiemy dlaczego latawiec nie pofrunął. Jakaś wada konstrukcyjna, albo złe zmontowanie poszczególnych elementów? Ja ciągle pamiętałam moje latawce z dzieciństwa. Takie z dwóch listewek zbitych przez mojego ojca i papieru który ja własnoręcznie pokolorowałam. Chyba trzeba będzie wrócić do tych dawnych rozwiązań. Najprostsze i najskuteczniejsze. Moje latawce latały wysoko. I nie kosztowały fortuny.






Ocean zrobił wrażenie na Antku.








Zobaczymy czy mama da radę.






Zmiana scenerii.






















2 komentarze:

Magda Maslanka pisze...

Latawiec nie latał, ale zdjęcia piękne:) Następnym razem kupcie taki zwykły, najtańszy. My mamy z waterstones za 5 funtów i dobrze lata, chociaż dziecko samo go nie obsłuży. A na plaży i tak najważniejsza jest łopatka;)

Monika Zboinska pisze...

Własnie sprawdziłam pogodę i ten weekend ma w koncu być ciepły. Na plażę na pewno weźmiemy wiaderko i łopatkę :-)