sobota, 11 kwietnia 2015

Przekleństwa



Pewnego ranka zajechaliśmy pod dom Antka niani, zadzwoniłam do drzwi, Liz otworzyła. Powiedziałam "Good Morning" i spojrzałam na mojego syna. Antek szeroko się uśmiechnął i zamiast się przywitać powiedział głośno "fucking face". Był bardzo z siebie dumny. W końcu mógł pochwalić się nowym słówkiem. Lekko zszokowana Liz popatrzyła na mnie pytająco. Przeprosiłam i wytłumaczyłam, że on nie wie co powiedział.


Przekleństwa po angielsku wydają nam się mniej ważne, nie mają tej siły co nasze k.. i ch... To krótkie i dźwięczne słówko na "f" słychać przecież ciągle w telewizji. Chyba nie ma dialogu w parządnym amerykańskim filmie bez przeklinania. Słowo to nam powszedniało. Przyznam, że zdarza mi się przeklinać po angielsku, ale gdy jestem naprawdę wkurzona, używam tylko polskich przekleństw. Ale czy naprawdę przekleństwa w innym języku tracą swoją siłę? Przypomina mi się sytuacja w afrykańskim sklepie. Sprzedawca zapytał mnie skąd jestem. Opowiedziałam, że z Polski. On na to "kur.., kur..., pocałuj mnie". Stałam chwilę w szoku, a on się beztrosko uśmiechał, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego co powiedział. Czułam się bardzo upokorzona. Dlaczego, skoro on nie chciał mnie obrazić? Tak samo pewnie czuła się Liz, gdy usłyszała wyzwiska od mojego syna. Słowa jednak mają moc, niezależnie od języka. 
Zupełnie zapominają o tym Polacy, którzy przeklinają na potęgę idąc angielską ulicą czy będąc w sklepie. Nie trzeba się bardzo trudzić żeby zgadywać czy to rodacy. Słówko na "k" słychać najpierw, dopiero potem widać osobę. Ktoś mnie kiedyś zapytał, dlaczego Polacy tak bardzo przeklinają? Opowiedziałam, że w Polsce raczej tego tak nie słychać. Ale tu  rodacy myślą, że nikt ich nie rozumie, więc mogą sobie przeklinać ile chcą. On podsumował to jednym trafnym zdaniem "No mummy around". Gdy nie ma w pobliżu kogoś dla kogo chcemy się dobrze zachowywać, jak bliska rodzina, a przede wszystkim matka, nie dbamy o dobre maniery. Możemy przeklinać, pić piwo w parku i rzucać puszki po polskim piwie gdzie popadnie itp. Polacy zapominają, że w pobliżu są też inni Polacy i wszystko słyszą i widzą. I często nie jest to przyjemny widok.

Wracając do przeklinania, co gdy przeklina dziecko? Antek wie, że jedne słowa są neutralne, inne mają wielką moc. Wie, że jak powie brzydkie słowo, mama zrobi groźną minę i pogrozi palcem. Tata będzie się głośno śmiał, co jeszcze bardziej zachęci go powtarzania tego słowa. Nie zdaje sobie sprawy z tego co mówi ale wie, że wypowiadając to słowo może spodziewać się reakcji. A to najlepszy sposób żeby zwrócić na siebie uwagę. Wiadomo, że najlepszym sposobem na oduczenie dziecka przeklinania jest ignorowanie, puszczanie mimo uszu. To jest niestety najtrudniejsze. A jak dziecko się uczy tych złych słów? Rodzice często zachodzą w głowę - skąd on to wie, gdzie on to usłyszał, jak się tego nauczył? Jak to skąd? Od nas.



1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Zgadzam sie, Polacy naprawdę za bardzo przeklinają. Myslą, że nikt ich nie słyszy ale słyszą wszyscy. Potem nie ma się co dziwić, że wstydzimy się za rodaków.