niedziela, 8 marca 2015

Mama w Pracy



Agnieszka Graff w książce "Matka Feministka" pisze, że matki toczą między sobą wojnę. Te, które nie pracują pałają niechęcią do tych, które oddają dziecko do przedszkola, niani lub babci, by same mogły spełniać się zawodowo. Te pracujące pogardzają tymi "siedzącymi w domu". Znam oba te uczucia. Gdy nie miałam pracy, zazdrościłam tym mamom, które były aktywne zawodowo. Gdy pracuję, z rozczuleniem wspominam czas spędzony z dzieckiem. Czuje, że coś mi umyka, nie uczestniczę w jego małych sukcesach i porażkach.

Ostatnio pisałam, że poszukuję równowagi między pracą, a domem. Nie chcę spędzać większości czasu w pracy, być przytłoczona obowiązkami i nie mieć czasu dla dziecka. Długo szukałam odpowiedniej posady. Już w pierwszej selekcji odrzucałam te oferty, gdzie siedziba firmy była daleko, w centrum miasta i musiałabym stać w korkach. Na rozmowie kwalifikacyjnej zawsze pytałam o godziny pracy i nadgodziny. Przeliczałam czas, który musiałabym spędzić w biurze i na dojazd. Ale najważniejsze, przeliczałam ile zarobię i ile oddam opiekunce. Wybrałam najlepiej jak mogłam. Do pracy mam 15 minut samochodem. Godziny są flexible, czyli zaczynam jak przyjdę, kończę jak wypracuję 8 godzin. Szybciej zacznę, szybciej skończę. Nikt nie stoi z zegarkiem i nie wytyka mi spóźnienia. Mogę spokojnie odwieźć Antka do opiekunki. Nie ma nadgodzin, ani pracy w soboty. Zarobki spokojnie pokrywają koszta opieki nad Antkiem i co najważniejsze, jeszcze trochę zostaje. Praca jest absolutnie bezstresowa, wiec zapominam o niej jak tylko przekroczę próg firmy. Wszystko wydaje się idealnie zaplanowane i zorganizowane.
A co na to wszystko Antek?
Płacze gdy oddaję go opiekunce. Po powrocie do domu nie może się przestawić, że jest już z nami i znowu płacze. Dopomina się uwagi absolutnej. Nie mogę nawet zdjąć butów i płaszcza, bo muszę go tulić.  Padam na twarz ze zmęczenia. A gdzie tu jeszcze przygotować obiad na następny dzień i trochę ogarnąć dom? Owszem, dzielimy się obowiązkami z tatą Antka, ale on też jest zmęczony. Marzymy tylko o znalezieniu się szybko w łóżku.
Wydawałby się, że podjęcie pracy nie było jednak dobrym pomysłem. Byłam z Antkiem w domu ponad dwa lata, mogłabym być i kilka kolejnych. Ale ja nie chodzę do biura dla przyjemności. Lubię tę pracę, ale gdybym wygrała na loterii, to następnego dnia nie pokazałabym się w biurze. Pracuję dla pieniędzy! Nie potrzebuję ich na sukienki i buciki ale na dom, Antka studia i moją emeryturę. Zapewnienie bezpieczeństwa finansowego to też część bycia rodzicem.
Ostatnio tata Antka powiedział:
- Ta opiekunka w ogóle o niego nie dba. Nauczył się wycierać nos w rękaw!
- A widziałeś kiedyś dziecko, które tego nie robi? - odparłam.
- Właściwie to nie.
Tak, większość  z nas była wychowywana przez opiekunki, żłobki i przedszkola.





2 komentarze:

Magda Maslanka pisze...

Gratuluję nowej pracy. To jest w UK fajne, że można z pracodawcą negocjować warunki i dopasować godziny do siebie. Antek pewnie szybciej przyzwyczai się do nowej sytuacji od Ciebie.

Monika Zboinska pisze...

Antek dziś po raz pierwszy nie płakał przy pożegnaniu. Nawet pomachał mi na do widzenia. Masz racje, on się szybciej dostosowuje niż ja.