sobota, 7 lutego 2015

W Poszukiwaniu Równowagi. Czyli Mama Między Biurem a Domem.



Zaczęłam szukać pracy. Byłam na pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej i zaczęłam myśleć, że podjęcie pracy będzie trudniejsze niż się spodziewałam. Nie o rozstanie z dzieckiem mi chodzi, bo Antek na pewno sobie beze mnie poradzi, ale zachowanie równowagi między domem a biurem. Nie chcę żeby praca mnie zdominowała i przejęła kontrolę nad naszym dotychczasowym życiem.

Kobieta, która mnie przesłuchiwała wyglądała dokładnie jak moja była szefowa - pięćdziescięcioletnia angielka z lekką nadwagą, w okularach, przyklejona do swojego laptopa i telefonu. Od razu przypomniałam sobie dlaczego nie lubiłam mojej poprzedniej pracy. Potrafiłam odczytać między wierszami, to co do mnie mówiła:
- Zaczynałam w tej firmie 11 lat temu jako recepcjonistka. A teraz jestem szefową dużego działu! - mówi z dumą o sobie. A ja już w duchu zadaję pytanie: Ile osób po drodze musiałaś stratować? Ile trupów mogłabym znaleźć w twojej szafie? Oj, zdecydowanie wiem z jakiego typu osobą mam do czynienia. 
Potem słyszę:
- Nasz zespół jest bardzo zgrany. Jemy razem na luncze, często wychodzimy w piątki wieczorem do pubu.  - To ja wiem już na pewno, że szefowa lubi gdy podwładni się jej podlizują, przymilają, komplementują. Spędza z nimi czas bo wtedy czuje się gwiazdą. A jeśli ktoś nie włazi jej do tyłka, to często źle kończy.
- Gdy jest dużo pracy wszyscy bez wyjątku zostajemy po godzinach, a raz w miesiącu przychodzimy w sobotę. - Wszystko jasne. Zespół zawsze pracuje dla dobra firmy. Haruje 10 -12 godzin dziennie i w weekendy, bo lubi!
- Dla nas najważniejszy jest teamwork. Każdy członek zespołu to teamplayer. - To odnosi się do sytuacji, gdy moja koleżanka wychodzi sobie co godzinę na papierosa, spędza czas na plotkach z ludźmi z innych działów, a ja jestem tym teamplayerem, który zostanie po godzinach i dokończy robotę za nią.
I ostatnie, moje ulubione:
- Jesteśmy trochę jak rodzina. - Znaczy to ni mniej, ni więcej: Będziemy twoją nową rodziną, bo będziesz spędzała z nami większość czasu i będziesz zaniedbywać swoich bliskich, którzy zostali gdzieś daleko.
Ja to wszystko znam, wszystko wiem, przeszłam to.  Firmy nie szukają pracowników, ale taniej siły roboczej. Na stanowisku kierowniczym zatrudniają najczęściej lojalnego poganiacza, a nie kompetentnego managera.
A ja chciałabym po prostu pójść do pracy. Przez osiem godzin zarabiać na życie, a przez resztę dnia zajmować się dzieckiem i domem. Nie chcę robić kariery, przepychać się łokciami, brać udziału w wyścigu szczurów. Po skończonej pracy, chcę wrócić do domu i o niej nie myśleć, nie odbierać telefonów, nie odpisywać na maile. Nie chcę przyjaźnić się z korpo-zombie, którzy potrafią mówić tylko o tym co się wydarzyło w robocie, co zrobili, kto co powiedział. Nie chcę siedzieć w biurze w soboty. Nie chę być ciagle zmęczona i zestresowana. Chcę mieć czas na pójście do sklepu, żeby kupić świeże owoce i warzywa. Chcę ugotować dobry obiad, zabrać Antka na basen, do kina, na spacer, poczytać z nim książki. Chcę być dobrą mamą. Nie chcę żeby praca mi to zabrała. To nie powinien być dylemat - praca albo dziecko. To powinno się uzupełniać. Antek nie jest już niemowlakiem. Skończył dwa latka i dobrze się czuje u opiekunki z innymi dziećmi. Nie potrzebuje mnie non stop. A ja powinnam zacząć pracę zawodową, nabrać doświadczenia, spotkać innych ludzi. Dobrze mi to zrobi, przestanę być taka samotna. 
Gdy jednak widzę co mnie czeka, czyli wieczny stres, nadgodziny, praca w weekendy, zastanawiam się czy to warto? Oby następna rozmowa o pracę była lepsza!


Antek w Walii mógł zobaczyć śnieg po raz pierwszy w życiu. Był zmarznięty ale szczęśliwy.


1 komentarz:

Magda Maslanka pisze...

Powodzenia w szukaniu pracy. Bardzo dobrze, że masz dylemat. Ja nie miałam i wróciłam do pracy jak syn miał 6 miesięcy. Kiedy odchodziłam rok później, znajomi pukali się w czoło, bo to była praca marzeń większości z nich. Dzisiaj mogę powiedzieć, że to była najlepsza decyzja w życiu. Może napiszę teraz banał, ale najważniejsze w życiu to być szczęśliwym. Szkoda, że długo nam zajmuje poznanie co to jest szczęście.