poniedziałek, 26 stycznia 2015

Zmiana Na Lepsze


Jestem osobą, która nie ogląda się za siebie, nie patrzy w przeszłość. "Co było a nie jest, nie pisze się w rejestr" mogłoby być moim motto. Nie wzruszam na widok swoich zdjęć z liceum lub ze studiów. W ogóle jestem mało sentymentalna. To ułatwia życie. A jest jeszcze lepiej gdy spotkało się na swojej drodze kogoś podobnego. Ja i tata Antka podobnie patrzymy na życie. Oboje myślimy o przyszłości, a nie o tym co było. Nasze decyzje jak na razie zawsze okazywały się trafne. Najtrudniejszy jest tylko pierwszy krok.

Najbardziej odważną moją decyzja była emigracja. Gdy wyjeżdżałam zostawiłam wszystko co miałam. Znajomi zostali gdzieś daleko i niestety nie było mnie przy nich gdy brali ślub, przyszły na świat ich dzieci. Z rodziną mimo częstego kontaktu telefonicznego też czuję, że tracę więź. Nigdy jednak nie żałowałam wyjazdu. Wiedziałam, że muszę coś zrobić z moim życiem. Czułam, że stoję w miejscu, muszę coś zmienić. I zmieniłam na lepsze, choć na początku było ciężko. Zmiany nigdy nie są łatwe i przyjemne. Ryzyko jednak się opłaca i trzeba je podejmować. 
Wiele razy się przeprowadzałam. Zawsze uważałam, że to jedyna słuszna decyzja. Nadal tkwiłabym w miejscu jeśli bym czegoś nie zmieniła, nie zaryzykowała, nie spróbowała. Chciałam się rozwijać, iść do przodu. Każde stare miejsce żegnałam bez żalu, nowe witałam z niepokojem, ale przede wszystkim z wielką nadzieją i optymizmem.
Tak jest i teraz. Jeszcze ciągle czuję się tu w Bristolu bardzo samotna, ale już widać jak dużo zmieniło się na lepsze. Tata Antka kończy pracę o 17, a nie o 19-20 jak w Watford czy Londynie. Wolne weekendy to kolejny plus. Robimy sobie wycieczki za miasto, zwiedzamy. Antek poznaje nowe krajobrazy, widzi na żywo krowy i owce, biega po plaży. Z radością obserwujemy jaki jest szczęśliwy i planujemy kolejny wyjazd za tydzień. W końcu mamy czas dla siebie. I to dobrej jakości czas. Bez odbierania telefonów, bycia obecnym tylko ciałem, nie duchem.
Nie byłoby tego gdybyśmy się nie przeprowadzili. 
Nie byłoby dobrej pracy gdybyśmy się wcześniej nie zdecydowali się na zmianę adresu zamieszkania. Ale przede wszystkim nie byłoby nas i Ankta gdybyśmy nie wyemigrowali. 
Zmiany są dobre. Nie można stać w miejscu. Trzeba odważyć się zrobić pierwszy krok i zacząć żyć lepiej.


Znowu w Walii. Tym razem na plaży w Llangennith.













1 komentarz:

fidrygauka pisze...

Też uciekliśmy z Londynu (w sumie to niedaleko Watford :)) i też była to jedna z lepszych decyzji, jakie podjęliśmy, choć ja jeszcze przez 3 lata po przeprowadzce ... dojeżdżałam do Lodnynu do pracy :) Never ever!
Pozdrawiam