piątek, 2 stycznia 2015

To Była Sekunda


To była sekunda, kiedy Antek wyskoczył z samochodu i zaczął uciekać przed siebie, a ja nie zdążyłam go zatrzymać. Wymknął mi się. Moja ręka złapała powietrze.
A on biegł i biegł, chichocząc pod nosem. Myślał, że zrobi mi żart, że mnie oszuka, że jest taki sprytny. Rzuciłam się biegiem za nim. Antek przebierał nóżkami bardzo szybko. Na parkingu samochody były ustawione tak ciasno, że tylko on, malutki człowieczek, mógł się swobodnie poruszać. Biegłam bokiem, już widziałam jadące samochody.  Jechały wolno, szukając miejsca do zaparkowania. Pewnie kierowca by nie zauważył niespełna metrowego maleństwa wpadającego prosto pod koła. Pewnie tłumaczyłby, że to stało się tak szybko. To była sekunda.
Rzuciłam się do przodu. Pośliznęłam się podcinając Antkowi nogi. Chwyciłam go mocno za kaptur tak, że upadł na mnie. Moje stopy wylądowały tuż przed kołami przejeżdżającego samochodu. Leżeliśmy oboje z Antkiem między dwoma zaparkowanymi samochodami, właściwie pod nimi, bo miejsca nie było dużo. Odetchnęłam z ulgą, udało się. Antek nie wiedział co się właśnie stało. Tata pomógł nam się podnieść. Skończyło się na wielkim strachu, poparzonym palcu od gorącej rury wydechowej i mojej stłuczonej pupie.

Kiedy Antek się urodził wiedziałam, że to cud. Cieszę się z każdej chwili jego życia, z każdej sekundy bycia z nim. Pewnie nie różnię się od innych mam. Każda z nas oddałaby swoje życie żeby ocalić swoje dziecko. Tak to jest być matką. To nie tylko ogromne szczęście i duma ale też strach. Będzie mi towarzyszył przez całe życie. Wiem niestety, że nie zawsze będę mogła go złapać za kaptur, aby go uratować.


 

Teraz przypinam Antka mocno w wózku i nie pozwalam biegać. 

4 komentarze:

Justyna Podraza pisze...

A to mały łobuz :) Moja teściowa opowiedziała mi podobną historię z moim mężem gdy był dzieckiem, tez tak uciekł i biegł przez całe miasto myśląc, że to w sumie niezła zabawa. Dla niego na pewno była.

Jolanta Tacij pisze...

Oj Antek, maly spryciarz. Powodzenia i cierpliwosci w nowym roku :)

Monika Zboinska pisze...

Takie rzeczy pamięta się przez całe życie. Całe szczęście potem już się można z tego śmiać.

Magda Maslanka pisze...

Dobrze, że się szczęśliwie skończyło. Okolice dwóch lat to najtrudniejszy dla rodziców okres. Już nie bobas, którego można łatwo spacyfikować, a dogadać się też jeszcze nie można. Potem jest już łatwiej.