niedziela, 18 stycznia 2015

Tintern Abbey - Opuszczone Opactwo



Opuszczone opactwo w Tintern w Walii nie wiąże się z żadną legendą lub tajemnicą. W całej Wielkiej Brytanii można się natknąć na ruiny zamków opuszczonych przez mnichów. Jest to wynik dekretu Dissolution of the Monasteries ustanowionego przez króla Henryka VIII w 1536 roku.

Gdy Henryk VIII nie dostał rozwodu od ówczesnego Papierza, postanowił rozwieźć się z całym kościołem rzymsko-katolickim. Był to początek kościoła anglikańskiego, który trwa do dziś. Mnisi musieli opuścić swoje siedziby. Król przejął także ich majątek. Niestety większość opactw i klasztorów popadła w zapomnienie i nikt nie zdołał ich uratować. Dziś możemy podziwiać tylko resztki tych wspaniałych budowli. 
Jednak ruiny też mają swoją magię. Zamiast dachu jest niebo. Zamiast witraży w oknach, widzimy lasy i rzekę. Zamiast kamiennej posadzki mamy zieloną trawę.
Opactwo w Tintern jest jednym z tych, które dość dobrze się zachowało. Do dziś jest główną atrakcją okolicy i dumą Walii. Za wejście na teren ruin trzeba zapłacić £5.50 od osoby. Nie wszystkie opuszczone klasztory są płatne. Do wielu z nich można wejść po prostu z ulicy, jak do położonego o 60 mil dalej klasztoru Llanthony, do którego zamierzamy się wybrać wkrótce. 
Od Tintern rozpoczęliśmy nasze wspólne zwiedzanie Walii. To zupełnie inne krajobrazy niż okolice Londynu. Gdy zadzwoniła do mnie koleżanka i powiedziałam jej gdzie jestem zaśmiała się, że zrobiłam sobie wycieczkę do trzeciego świata.  Walia ma opinię miejsca, gdzie mieszkają głównie rolnicy, mają swój język i swoje tradycje. Nikt tam nie jeździ, bo nic ciekawego tam nie ma.
Jak bardzo mieszczuchy się mylą, my wiemy od dawna. Jeździliśmy do Walii już wcześniej i za każdym razem zachwycaliśmy się prostym i pięknym życiem mieszkańców tego regionu. Tam nawet klimat jest inny. Gdy wyjeżdżaliśmy z Bristolu była piękna, słoneczna pogoda, bardzo wiosenna. Wystarczyło jednak przejechać most na rzece Severn i już byliśmy w innym świecie. O tej porze roku jest tam zima (jak powinno być w styczniu!), w niektórych miejscach leżał śnieg, a mróz szczypał nas w uszy tak, jak już dawno nie czuliśmy. W Walii jest zdecydowanie mniej samochodów i mniej dróg. Jest mniej ludzi, za to więcej zwierząt.  Mniej domów, więcej pól i lasów. Wszędzie chodzą owce i pasą się krowy. Dla nas to wystarczające powody aby lubić tam być.





 Podczas swojej pierwszej wizyty w Walii, Antek dostał pluszowego smoka, symbol tego regionu.















Wieś Tintern jest bardzo malownicza.  Wielu z turystów odwiedzających te strony to rowerzyści próbujący swoich sił na okolicznych wzniesieniach. Mijaliśmy kilku po drodze.

1 komentarz:

Jolanta Tacij pisze...

Sliczne widoki. Zazdroszcze tej zieleni i ciszy.