czwartek, 4 grudnia 2014

Przeprowadzka



Od tygodnia mieszkamy w nowym domu. W końcu podłączyli nam internet, telewizję, kupiliśmy odkurzacz (wszędzie mamy wykładziny oj!) i zaczynamy normalnie żyć. W końcu też opada z nas ogromny stres, jaki przeżyliśmy podczas przeprowadzki i pierwszych dni w nowym miejscu. 


Nie jest łatwo tak po prostu zmienić adres, zwłaszcza gdy ma się dwuletnie dziecko. To właśnie nasz syn najmocniej przeżył zmianę. Przed przeprowadzką słyszałam, że dzieci szybko się przyzwyczajają, zmiany przyjmują naturalnie, najważniejsze, że jest mama i tata, to oni są dla niego ostoją. Niestety Antek bardzo płakał przez pierwsze dni w nowym domu. Nie mógł sobie znaleźć miejsca, nie potrafił zasnąć. Był bardzo zdenerwowany i zdezorientowany. Ciągle wszędzie chodził, zaglądał, sprawdzał, tak jakby robił inspekcję. Poza tym bardzo interesowały go schody. Nie kupiliśmy barierki bo Antek jest już wystarczająco duży aby sam mógł wchodzić i schodzić, jednak zaliczył kilka upadków na samym początku. Całe szczęście teraz już radzi sobie doskonale. 

Powoli wszyscy odnajdujemy swoje rzeczy i przywyczajamy się od ich nowych miejsc. Jednak pakowanie i rozpakowywanie było jednym wielkim koszmarem. Antek bardzo "pomagał", więc to co mógł rozsypać - rozsypał, to co mógł potłuc - potłukł, to co mógł gdzieś zgubić - zgubił. Nie mogliśmy go po prostu komuś zostawić pod opiekę i sami zająć się pakowaniem. Nie mamy nikogo kto mógłby się nim zająć, więc Antek towarzyszył nam podczas wszystkich czynności, włącznie z przenoszeniem mebli i kartonów. Nie muszę chyba dodawać, że plątał się pod nogami, chciał sam wszystko podnosić, skręcać i rozkręcać. Bardzo go wszystko interesowało. Przeżywał nasze pakowanie bardziej niż my. Stracił apetyt i nie mógł spać. 

Na Antku odbił się niestety też nasz stres. Częściej traciliśmy cierpliwość i na niego krzyczeliśmy. W reakcji na nasz krzyk, on przestał nas w ogóle słuchać i coraz bardziej robił co chciał. Rozrzucał rzeczy, które ja właśnie ułożyłam albo odkładał na miejsce to, co ja właśnie spakowałam. Gdy na chwilę straciłam go z oka, bawił się nożyczkami lub innym ostrym narzędziem, które jakimś cudem znalazł.  Poza tym bardzo domagał się uwagi. Częściej się przytulał, chciał żeby go wziąć na ręce. Robił to zawsze wtedy, gdy my byliśmy najbardziej zajęci, na przykład rozkręcając łóżko lub przenosząc kanapę.

Minął tydzień i chyba już się zadomowiliśmy. Znamy drogę do okolicznych sklepów, zarejestrowaliśmy się w przychodni, zmieniliśmy adres w TV Licence i banku. Poznaliśmy też sąsiadów. Zaliczyliśmy pierwsze spacery w okolicznym parku i zabawy na placu zabaw. Ale przede wszystkim Antek poznał już każdy kamyk na naszym podwórku.


 


 




Antek zaprzyjaźnił się też z okolicznymi kotami, których tu nie brakuje. Ale o tym napiszę następnym razem.

3 komentarze:

Jolanta Tacij pisze...

To bylo do przewidziania ze Antek bedzie potrzebowal czasu zeby sie dostosowac, tylko z tego co piszesz to wydaje sie ze bylo naprawde ciezko. Najwazniejsze ze juz jest po najgorszym.

Magda Maslanka pisze...

Dobrze, że przeprowadzka już za wami, to jest zawsze duży stres nawet bez dziecka. My już jesteśmy przyzwyczajeni, a dzieci lubią rutynę i swój porządek.Święta, choinka i Mikołaj pomogą się dziecku zadomowić. Zazdroszczę ogrodu.

Monika Zboinska pisze...

Teraz czeka nas urządzanie wnętrza. Okazało się nie wszystkie meble pasują. Do tego jeszcze choinka i prezenty. Trochę wydatków będzie ;-)