wtorek, 18 listopada 2014

Święto Diwali



Hinduskie święto Diwali to festiwal światła. Lampki symbolizują zwycięstwo dobra nad złem, światła nad ciemnością, wiedzy nad ignorancją, nadziei nad zwątpieniem. To jedno z najbarwiejszych i  najweselszych świąt, które przywędrowało do Wielkiej Brytanii z Indii.
W naszym miasteczku mieliśmy okazję oglądać festiwal Diwali w jego najpiękniejszej odsłonie: z lampkami na wodzie, wspaniałą indyjską muzyką i patrzącym na wszystkich z góry bogiem Ganeśa. Hinduskie dekoracje uzupełniały zawieszone na ulicy bożonarodzeniowe gwiazdki i choinkę. Czas festiwali i świąt właśnie trwa!
Minęło Halloween i zaczęliśmy odliczać dni do Gwiazdki i Nowego Roku. Boże Narodzenie najważniejsze święto dla Europejczyków i mieszkańców obu Ameryk. Natomiast na samym początku lutego Chińczycy świętują rozpoczęcie ich roku kalendarzowego. Na ulicach pojawiają się parady smoków. To to kolejne wielkie święto przywiezione do UK przez imigrantów. Może Brytyjczycy już do tych barwnych festiwali przywykli, ale nas Polaków, wychowanych jeszcze w szarym PRLu, ciągle zachwycają.

Obserwuję jak duży wpływ poszczególne grupy "nowych obywateli" mają na brytyjską kulturę, sztukę oraz kuchnię. Zastanawiam się kiedy Polacy będą kształtować gusta na Wyspach poprzez swoje książki, filmy, muzykę czy jedzenie. Nasz wkład w gospodarkę jest niezaprzeczalny, ale mamy przecież wiele więcej do zaoferowania niż ciężką pracę przy taśmie.

Zimą, tuż przed świętami, bardzo popularny w wielu miastach jest German Market. Można tam kupić niemieckie słodycze, rękodzieło, ale przede wszystkim zjeść kiełbaskę z grilla i napić się grzanego wina. Wtedy Polacy czują się jak u siebie w domu, bo kiełbaska smakuje jak nasza. Z resztą Niemcy serwują dużo potraw, które my jemy w domu, jak golonka czy gulasz. Anglicy się tym zachwycają i German Market zawsze cieszy się olbrzymią popularnością. Chyba już czas na Polish Market w każdym mieście z naszymi oryginalnymi daniami i słodyczami. Założę się, że podbiłyby wyspiarskie serca i podniebienia. Pamiętam jak przynosiłam do pracy kupione w polskiej piekarni drożdżówki z makiem. Były absolutnym hitem. To samo było z upieczonym pleśniakiem i sernikiem. O polskie jedzenie jestem więc spokojna, przebije się prędzej czy później. Dość prężnie działa kilka dużych piekarni, zaopatrujących nie tylko polskie sklepy, ale też hipermarkety jak Tesco. 
Obawiam się, że nie mamy żadnego dużego i barwnego święta do przekazania. Należałoby teraz czekać na jakiegoś utalentowanego pisarza, filmowca (oj, już jest - Paweł Pawlikowki), aktora czy piosenkarza z polskim korzeniami, którego pokochaliby i Brytyjczycy, i Polacy. Niech w końcu Polacy zaczną się Anglikom kojarzyć nie tylko z hydraulikiem i sprzątaczką.



































3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Mysle, ze nasze dzieci moga duzo zamieszac na brytyjskiej scenie. Tu maja mozliwosci i jezyk juz nie bedzie problemem.

Anonimowy pisze...

Fajne zdjęcia ale mogliście więcej wyciągnać z tego tematu. Naprawdę piękne dekoracje, fajne, kolorowe święto. Zdjęcia mogłyby być jeszcze ciekawasze.

Monika Zboinska pisze...

Pewnie tak, zdjęcia mogłyby być lepsze, ale z dwulatkiem trudno skupić się na fotografowaniu, zwłaszcza w poblizu wody. Antek był tak ciekaw wszystkiego, że ciągle nam uciekał.
Wciąż się uczymy i na pewno nasze zdjecia będą coraz lepsze.