niedziela, 26 października 2014

Praca za £2 na godzinę?



Na jednej z facebookowych grup rozgorzała ostra dyskusja, gdy jedna z opiekunek do dzieci zapytała, czy to tylko ona uważa, że jest coś nie tak, gdy jedna z mam zaproponowała jej pracę za 2 funty na godzinę. Czy opieka nad dzieckiem jest tak mało warta, że można ją wycenić za głodową stawkę?


Childminders z uprawnieniami dostają od 4 funtów w górę, w zależności od miejsca zamieszkania. To jest to ich zawód, tak zarabiają na życie. Opiekują się zazwyczaj kilkorgiem dzieci u siebie w domu. Mają odpowiednie przeszkolenie i są zarejestrowane w Ofsted. Ale w tej sytuacji chodzi o mamę, która siedzi w domu z własnym dzieckiem ma propozycję dorobienia w zamian  za opiekę nad innym dzieckiem. Jakiego rzędu wynagrodzenie powinno tu być? 

Z licencją czy bez, praca to jednak praca
Gdyby mi ktoś zaproponował żebym za 2 funty na godzinę opiekowała się dodatkowym dzieckiem opowiedziałabym - NIE! Nie dlatego, że jestem bogata, ale dlatego że ta praca jest zbyt ciężka i odpowiedzialna. Musiałabym poświęcać czas nie na moje dziecko, ale też na to drugie, po równo. To nie jest tak, że Antek miał by towarzysza zabaw. Dzieci rzadko są zgodne, nie lubią jak ktoś bawi się ich zabawkami, nie lubią gdy ktoś zabiera uwagę ich mamy. Wiem, jak zachowuje się mój syn gdy przychodzi do nas sąsiadka z córką lub moja koleżanka z synem. Dzieci ciągle o coś walczą, wyją, piszczą. Gdy przychodzi czas jedzenia, żadne nie siedzi grzecznie, trzeba za nimi biegać. A spanie, przebieranie, spacer do parku? To kolejny koszmar. Jestem pewna, że doświadczone nianie świetnie sobie z tym radzą. Jestem pewna, że mamy które opiekują się swoimi dziećmi w domu, nie widzą problemu wziąć jeszcze jedno. Ale to jest ciężka praca i należą się za nią normalne pieniądze. Takie, które zadowolą obie strony. Na pewno nie jest to stawka £2/h. 

Jest praca, jest płaca
Mój pogląd na pracę za darmo jest jednoznaczny - to jest złe i demoralizujące. Jeśli pracodawaca może mieć pracownika za darmo, nie ma do niego szacunku. Wiem to z doświadczenia. Wiele razy jeszcze w Polsce pracowałam za głodowe stawki w imię doświadczenia. Nie miałam innego wyjścia. Sposób w jaki traktuje się tanich pracowników był jednym z powodów mojej emigracji. Wiadomo jak jest w Polsce. Postanowiłam, że w nowym kraju nie dam się wykorzystywać. I co? Zaczęłam pracować za darmo (oczywiście, nie zaraz po przyjeździe). Najpierw w Citizen Advice Bureau, gdzie nauczyłam się dużo o systemie pomocy społecznej w UK czyli benefitach, podszkoliłam język, byłam pomocna. Same korzyści. I wiecie co, nie czułam się wykorzystywana i traktowana jak tania siła robocza. Ale to wyjątek, bo tam pracowali sami wolotariusze i jest to organizacja charytatywna. Gdy jednak zgłosiłam się do prywatnej firmy, żeby zdobyć pierwsze doświadczenie w księgowości, byłam traktowana jak niewolnik. Nawet mówiono o mnie "ona", tak jakbym tam nie siedziała i nie słyszała co się do mnie mówi. Po miesiącu zaczęli mi płacić i o dziwo, zmienił się ich stosunek do mnie. Nagle stałam się dobrym pracownikiem, byłam szanowana. Pracowałam tak samo jak jeszcze dzień wcześniej, ale w momencie podpisania kontraktu wszystko się zmieniło. Dotarło do mnie, że pracodawca nie szanuje darmowych pracowników, chociaż nie wiem jak pracowici by byli. Zamiast się cieszyć, że ktoś ciężko pracuje za darmo, docenia pracownika tylko wtedy, gdy musi mu słono płacić. Doświadczenie w tej firmie pozwoliło mi znaleźć lepszą pracę. Dzielnie negocjowałam stawkę, znając swoją wartości i jak dużo korzyści mogę przynieść firmie. Wiem, że trzeba się w pracy cenić, nie można na godzić się na wykorzystywanie. Za każdą pracę powinno być odpowiednie wynagrodzenie. 

you get what you pay for
Wracając do tematu płacy za opiekę nad dzieckiem, opiekunka której zaproponowano 2 funty za godzinę dodała, że matka która ją o to poprosiła sama ma na godzinę 4 funty. Myślę, że tu leży problem. W kraju, w którym minimalna płaca wynosi £6.50, kto pracuje za £4? Dlaczego?
Mieszkam w UK już sześć lat, pracowałam w różnych miejscach i nawet jako pakowaczka jabłek dostawałam minimalną stawkę, która kiedyś wynosiła około 5 funtów.  Nie przypominam sobie żeby kiedykolwiek ktoś proponował mniejsze pieniądze. Agencje płacą minimum. To i tak niewiele. Za mniej nie wyobrażam sobie pracować i nikt nie powinien.

Zapytałam moja koleżankę, co sądzi o niani, która bierze 2 funty na godzinę za opiekę. Opowiedziała, że bałaby się o jakość tej opieki. Czy taka niania przypadkiem nie posadzi dziecko przed telewizorem przez cały dzień? Zapomni zmienić pieluchę, nie wyjdzie do parku, nie przeczyta książki? W głowie miga czerwone światełko i angielskie powiedzenie "you get what you pay for".

Klika miesięcy temu skarżyłam się w tekście Kiedy mama pójdzie do pracy? na zbyt wysokie koszta opieki nad dzieckiem w UK, przez co wiele mam decyduje się zostać w domu zamiast pracować na etacie.  Stawka 2 funty dla opiekunki powinna więc mnie cieszyć.  Lepszym rozwiązaniem byłyby dostępne dla wszystkich żłobki i przedszkola (dofinasowywane przez państwo). Teraz stać jest na nie tylko zamożniejsze rodziny. Obniżanie stawek opiekunkom nie jest rozwiązaniem sytuacji.





2 komentarze:

Magda Maslanka pisze...

When you pay peanuts, you get monkeys. Jedno z pierwszych przysłów jakich nauczyli mnie Anglicy. Podejrzewam, że stawka 2 funty dotyczyła Polki. Czasami słyszę, jak Polacy śmieją się z Anglików, że Polacy przyjeżdżają z walizką i po roku lepiej sobie radzą. Wszystko dlatego, że Polacy nie grają uczciwie. Przyjmowanie stawki 2 funty jest nielegalne i psuje rynek pracy. Tutaj panują pewne zasady, które Anglicy sobie wywalczyli. Oni także kiedyś strajkowali i ludzie gineli za lepsze warunki pracy, podobnie jak w Polsce. Jeżeli Anglik idzie na swoją przerwę i nic wtedy nie robi, to dlatego, że jego dziadek wywalczył mu takie prawo. Polak patrzy na to i mówi, jaki on leniwy. Ostatnio zapukał do mnie polski ogrodnik, pytając ile płacę obecnie za koszenie trawy. Zaproponował od razu stawkę połowę niższą. Podziękowałam, ja mam lokalnego ogrodnika, który mieszka w okolicy i od trzech pokoleń jego rodzina zajmuje się tym zawodem. Ma zarejestrowaną działalność i opłaca podatki. Wprawadziłam się do pewnego kraju, na konkretną dzielnicę i przyjmuje reguły jakie tu panują. Anglik kupując dom dolicza koszty utrzymania ogrodu, ubezpieczenie, ochronę czy mycie okien zewnętrznych. Wtedy dzielnica jest dobra, a cena twojego domu idzie w górę. Polski ogrodnik wyśmiał mnie, bo przepłacam. Ja tak nie uważam, płacę normalną tu stawkę, ale ten sam ogrodnik dogląda mojego domu kiedy wyjeżdżamy.

Monika Zboinska pisze...

Cieszę się, że się ze mną zgadzasz. Tak, bardzo mnie wkurza zaniżanie stawek przez Polaków. Wszyscy przecież przyjachalismy do UK żeby żyć lepiej, a nie pracować ponad siły. Udowadnianie na każdym kroku swojej pracowitości i źle rozumianej zaradności, przynosi więcej szkód niż korzyści. Anglicy marudzą że Polacy zabierają im pracę, a Polacy pracują od rana do nocy za grosze. Nie uczą się, nie podróżują, nie zwiedzają tylko harują.