sobota, 18 października 2014

Coś Dla Chłopaków


Samochodem jeżdżę od 17 roku życia. Lubię dobre auta. Ale to tylko przedmioty użytkowe, jak lodówka lub odkurzacz.  Samochód ma mnie po prostu przewieźć z punktu A do punktu B. Do głowy by mi nie przyszło, żeby otaczać go kultem. Aż spotkałam tatę Antka, dla którego religią jest... Honda.

Jeśli nie możesz czegoś pokonać, przyłącz się! I tak oto stałam się stałą bywalczynią na zlotach miłośników samochodów, szczególnie tych japońskich. W ubiegłym tygodniu byliśmy na Jap Show na torze wyścigowym Santa Pod. Nie oszukujmy się, nie ma tam nic ciekawego dla dziewczyn. Nawet kapelusze na stoiskach handlowych są tylko dla mężczyzn - kaszkiety, z daszkiem lub takie na ryby. Jedzenie - food tracki z tym, co Anglicy lubią najbardziej czyli hamburgery, kiełbaski w bekonie, fryki i ryba w gazecie. Niespecjalnie za tym przepadam, więc najczęściej zabieramy kanapki z domu. Ubrać należy się ciepło, bo takie zloty odbywają się najczęściej na lotniskach lub torach wiścigowych, gdzie wieje niemiłosiernie. Zresztą fani samochodów nie przywiązują uwagi do swojego stroju. Najczęściej chodzą w dresach. Co innego ich samochody. Po otwarciu maski nie ma mowy o plamach oleju na silniku. O nie, silnik jest wypolerowany i ozdobiony. Jakby to było możliwe, to jeździliby z tym silnikami na wierzchu. Zlot samochodowy to jedyne miejsce gdzie można zobaczyć faceta ze ścierką. Ten, co nigdy nie splamił się umyciem brudnych garów w domu, tu pucuje swój największy skarb na najwyższy połysk. Spotkania samochodziarzy to także miejsce, gdzie można poczuć paloną gumę, usłyszeć pisk opon i ryk silników. Zdecydowanie, nie dla dziewczyn.

Całe szczęście organizatorzy dbają o to, by dzieci też miały co robić. Są więc place zabaw, karuzele, samochodziki. Mój mały automaniak niestety coraz bardziej się wciąga w klimat tych zlotów. Ciągle powtarza bum bum i pokazuje paluszkiem, który samochód mu się podoba. Oczywiście najbardziej podoba mu się nasza Honda i zawsze z krzykiem odciągamy go od kierownicy. Koniecznie musi popstrykać światłami i wcisnąć klakson.
Mi podobają się stare samochody, jakoś nie mam serca do tych nowoczesnych. Jeździć wolę nowymi (wiadomo, bezpieczeństwo), ale oglądać zdecydowanie te stare. Szkoda, że dziś samochody już tak nie wygladają. Kiedyś byliśmy na zlocie Porsche w Christchurch i na wystawie Classic Cars w Leeds. Te miejsca wspominam najlepiej. Tam było widać, że samochód to sposób życia. Właściciele tych zabytkowych aut wystawiają na trawie składane krzesełka, stoliki i popijają herbatę z termosu. Siedzą tak przez cały zlot i z nieukrywaną dumą odpowiadają na pytania zwiedzających. Może nas też to czeka za kilka lat. Tata Antka jest właścicielem (antycznej!) 25-letniej Hondy CRX. To zdecydowanie obiekt kultu w naszym domu. Może napiszę o tym szerzej innym razem. To zupełnie inna historia.









Tak, dobrze widzicie, to dwa maluchy. Zdecydowanie nie japońskie samochody. Wystartowały tu jako ciekwostka. Ten biały nawet nie wystartował. Dla mnie to nic nowego. Mój stary maluch też wiele razy nie wystartował.








No nie, na to nie dam się namowić.


Ale tu mogę trochę poszaleć.



1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Ale fajne zdjęcia! Aż chce się jechać na taką imprezę. Widać, że mały w ojca szaleje za samochodami.