sobota, 27 września 2014

Jestem Matką Niejadka




Jestem matką niejadka. Naprawdę nie wiem już co robić. Mój syn nie che jeść!
Co jakiś czas Antek jakby mówił sobie "Dobra, teraz zaciskamy pasa, dieta!".  Właściwie od kiedy się urodził robił sobie przerwy w jedzeniu. Ostatni wyjazd na wakacje do Polski trochę osłabił moja czujność. Tam jadł wszystko ze smakiem (jak to jest, że dzieci zawsze jedzą u babci?). Po powrocie znowu się zaczęło. Najgorsze jest wypluwanie. Gdy już myślę "On je!" podsuwając mu kolejną łyżkę, Antek otwiera buzię i wszystko wypluwa na talerz lub na podłogę. To samo robi gdy daję mu coś do picia, wypluwa albo ostentacyjnie wylewa. Jemy wspólnie posiłki. Sadzam go razem z nami przy stole, ma swoją miseczkę, sztućce. Nie krzyczę gdy rozlewa i miesza wszystko palcami. Reaguję dopiero, gdy jedzenie ląduje na podłodze wyplute lub po prostu wyrzucone. Widzę ile je i wiem, że to za mało, wszystko ciągle jest na stole (raczej nie na talerzu). Potem wiedząc, że nic nie zjadł mam nadzieję, że wkrótce zgłodnieje więc na każde jego "mniam mniam" rzucam się do kuchni, podgrzewam obiad, przygowuję wszystko, co on może łaskawie spróbuje. Ostatnio powiedział "jajo" wiec usmażyłam jajecznicę i na wszelki wypadek ugotowałam jeszcze jajko na twardo. Na każdy jego rozkaz biegnę i robię to, co sobie zażyczy. Czy to chleb z masłem, kabanos, ciastko lub owoc. On potrafi już wszystko nazwać więc nie zgaduję, wykonuję jego polecenia. Wszystko i tak kończy wyplute na podłodze. Takie ma okrutne poczucie humoru. Nabiera biedną matkę. Niby już jest gotowy coś przekąsić, już mama pełna nadziei podaje jedzenie, a on tylko tfffu. Do dyspozycji ma trzy różne butelki z różnymi napojami, jest sok, woda, kompot. Stoją tak, że w każdej chwili może sobie je sięgnąć lub mnie o to poprosić. Wszystko na nic. W nocy budzi się z głodu. W dzień męczą go zaparcia. Na nic się zdają moje tłumaczenia -  Jedz synu, wypij coś. Będziesz lepiej spał i nie będziesz się męczył robiąc kupkę. Czasem z bezsilności daję mu paluszki albo frytki i cieszę się, że je chociaż to. 
Całe szczęście takie stany nie trwają cały czas. Przechodzą. Antek zaczyna normalnie jeść. Widzę, że całe jajko znikło z talerza i nie leży na podłodze. Potrafi wsunąć miskę zupy i powiedzieć - huuuum, mniam. Przechodzą zaparcia (czasem po wizycie w aptece) i nocne płacze.








 







Codziennie chodzimy do parku, żeby się wybiegał i w końcu zgłodniał.

2 komentarze:

Anna Bochenek pisze...

Robicie coraz piękniejsze zdjęcia! A z bycia niejadkiem większość dzieci z czasem po prostu wyrasta :)

Antek at Home pisze...

Dziękujemy za miłe słowa