wtorek, 19 sierpnia 2014

Matka Feministka



"Matka Feministka" Agnieszki Graff powinna być rozdawana każdej matce zaraz po urodzeniu dziecka. Ta książka to nie poradnik, nie nauczy nas jak żyć, nie podpowie gdy, jest źle, zrób to, czy tamto. Graff  zadaje pytania, które kołaczą w głowie każdej matki. O jej miejsce w społeczeństwie, o przyszłość na rynku pracy i bezpieczeństwo finansowe. Najważniejsze rozważania dotyczą trudnego wyboru między wychowaniem dziecka, a życiem zawodowym. Nie ma jednej idealnej drogi, żaden wybór nie jest tylko dobry, albo tylko zły.

Zawsze uważałam się za feministkę. Nie ma to nic wspólnego z nienawiścią do mężczyzn czy z goleniem nóg (to śmieszne, że ludzie ciągle tak myślą o feministkach).  Równe płace dla kobiet i mężczyzn uważam za coś oczywistego, tak samo udział kobiet w rządzeniu (nawet poprzez wprowadzenie parytetu). Cieszę się, że mężczyzna mówiący, że kobieta ma w genach ścielenie łóżka, jest za tę wypowiedź wyśmiany. To samo dotyczy genów do prania, zmywania naczyń czy wychowania dziecka. Mężczyźni mogą robić to tak samo dobrze jak kobiety.
Tak naprawdę nigdy nie rozumiałam dlaczego kobiety mówią że nie są, broń Boże, feministkami. Albo są feministkami ale... lubią mężczyzn. Tak jakby to miało jakieś znaczenie. Feministka może malować paznokcie, golić nogi, mieć męża i być matką. Tu nie ma sprzeczności. Nie rozumiałam dlaczego feministka to ktoś zły i dlaczego kobiety boja się tego słowa. Aż pewnego dnia to do mnie dotarło - feministki rzeczywiście potrafią być agresywne, a czasem ocierają się o śmieszność. Pierwszy przypadek dotyczy ataku na prof. Mikołejko i jego tekst Wózkowe - Najgorszy gatunek matki. Jestem tu po stronie profesora i uważam, że nie zasłużył sobie na agresję ze strony środowisk feministycznych. Nie każda matka jest leniwa, przestała się rozwijać i nie każda identyfikuje się z bohaterkami tekstu. Innym przykładem dlaczego kobiety nie chcą być łączone z feministkami są wypowiedzi dotyczące nazewnictwa jak np. ministra czy powstanka (uczestniczka powstania), które mogą być uważanie za absurdalne i śmieszne. W tym przypadku uważam, że zmiana języka jest potrzebna. Można się z tego śmiać, jednak gdy słowo takie jak ministra, będzie używane powszechnie, za jakiś czas będzie normą. 

Gdy już wyjaśniłam jak ja postrzegam feminizm i polskie feministki, mogę powrócić do książki Agnieszki Graff. Mieszkam na co dzień w Wielkiej Brytanii. Moje życie jako matki nie różni się aż tak bardzo od życia matek w Polsce.  Jedynie takie rzeczy jak winda, czy podjazd dla wózków postrzegam jak coś normalnego, coś co jest. To samo dotyczy toalet z przewijakami w urzędach, sklepach, restauracjach. Nawet w pubach są wysokie krzesła dla dzieci i kredki do kolorowania. Z pracą nie ma problemu tak jak w Polsce, jest za to problem z najdroższą w Europie opieką do dziecka (pisałam o tym tekście Kiedy mama pójdzie do pracy?) Nie chcę się zagłębiać w system pomocy matkom w obu krajach. Napiszę tylko, że ani w UK, ani w Polsce nie jest dobrze. Mogłabym wrócić do pracy ale mnie nie stać na opiekę do dziecka. W Polsce koleżanki skarżą się, że po urodzeniu dziecka nikt ich nie chce zatrudnić, dla pracodawcy są gorszymi pracownikami. Agnieszka Graff podpowiada jak można by temu zaradzić. Potrzebne są jednak nie tylko zmiany w prawie pracy, urlopy dla ojców ale też docenienie kobiet, które opiekują się dziećmi w domu. Bo przecież to nie jest "siedzenie", jak mówią niektórzy, ale naprawdę ciężka praca. "Matka Feministka" porusza też temat równowagi między praca zawodową a wychowaniem dziecka. Ta, która potrafi znaleźć złoty środek, radzi sobie doskonale w obu sferach, nie ma wyrzutów sumienia że zaniedbuje rodzinę albo karierę, osiągnęła pełnię szczęścia. Ale czy ona w ogóle istnieje? Nie ma matki idealnej. Każda z nas ma prawo do porażek, mamy też prawo być wściekłe.
Agnieszka Graff uświadomiła mi, że matka tak naprawdę musi walczyć ze wszystkim wkoło i nawet tego nie zauważa. Uznaje to za część macierzyństwa. Ale tak nie powinno być, nam należą się takie same prawa jak innym. Dlaczego ma być nam trudniej? Powinno raczej być łatwiej. Dlaczego mam się męczyć z wsiadaniem z wózkiem do autobusu? Walczyć o swoje prawa w samolocie (5 powodów dlaczego nie cierpię Ryanaira)? Albo w pociągu?
Kilka dni temu kupowałam bilet na pociąg przez internet (w Polsce). Nie było jednak opcji przejazdu z małym dzieckiem więc zdecydowałam się zadzwonić na infolinię. Tam pani uprzejmie wyjaśniła mi, że powinnam się zgłosić po bilet zerowy do konduktora. 
- Znajdzie go pani gdzieś na peronie przy pociągu. A jak nie, to proszę odebrać taki bilet w kasie - usłyszałam. 
- Ale jak ja mam szukać konduktora na peronie z małym dzieckiem? Albo dlaczego mam stać w kolejce do kasy po jakiś bilet zerowy, gdy już kupiłam bilet przez internet - dopytuję. - Czy mogę zgłosić do pani jakieś zażalenie, że matka z dzieckiem musi coś jeszcze załatwiać, biegać po peronie, martwić się o jakiś bilet zerowy? A normalny pasażer wsiada sobie spokojnie do pociągu bez żadnych trosk. 
- To nic nie da. Oni wiedzą i nic nie robią - odpowiedziała telemarketerka, tak samo zrezygnowana jak ja.

To tylko jeden z wielu przykładów absurdów, z którym spotyka się na co dzień matka małego dziecka. Do kogo wtedy się zwrócić? Zostają tylko feministki. Matki feministki.


Matka Feministka
Agnieszka Graff
Wydawnictwo Krytyki Politycznej

1 komentarz:

Magda Maslanka pisze...

Głównym powodem, dlaczego feministki są nielubiane, jest to, że nie zajmują się prawdziwymi problemami kobiet. Feministki nie pomogą Ci w problemie z zakupem biletu, o którym piszesz, ale jakbyś chciała usunąć ciąże i jeszcze to nagłośnić to bardzo chętnie. Spotkałam się z dyskryminacją płciową w pracy, a wcześniej na studiach, mimo wysokich kwalifikacji byłam nazywana " córcia, niunia czy złotko", a jednak jestem przeciwko parytetom. Uważam, że jest to przywilej stwierdzający, że jesteśmy gorsze i głupsze, dlatego potrzebujemy specjalnych miar. P.S. dopiero wróciłam do miasta, a już dostałam propozycję kandydowania do Rady Miasta. Oczywiście chodzi tylko o użyczenie mojej płci i twarzy na plakaty, bo nie mają wystarczającej liczby kobiet na listę. Kampania wyborcza i tak będzie prowadzona na męskiego kandydata. Oczywiście nie zgodziłam się, właśnie dlatego, bo za 4 lata chcę kandydować, ale chcę też być wybrana i nie z powodu płci czy koloru włosów. Mam nadzieję, że polskie feministki zauważą zjawisko, jakim jest macierzyństwo, co zaczyna się dziać za sprawą Agnieszki Graff, i staną się tym bliższe kobietom.