czwartek, 24 lipca 2014

Nie Jestem Dobrą Matką



Od jakiegoś czasu jesteśmy w Polsce. Wiem, że za jakiś czas przestanę się dziwić wielu rzeczom i zacznę je przyjmować za coś normalnego. Pierwszy szok mija chyba po tygodniu. Napiszę więc od razu, co mnie tu tak strasznie wkurza - to głupie stereotypy dotyczące rodziny. Po pierwszej porcji reklam w telewizji już wiem, dlaczego kobiety w Polsce są ciągle zmęczone.

Ona ma błogi uśmiech szczęścia na twarzy tylko wtedy, gdy ugotuje wspaniały obiad. On patrzy na nią z miłością, tylko gdy widzi na stole pyszną pieczeń albo głupią sałatkę z jogurtem. To obrazek z prawie każdej reklamy. Ona szczęśliwa pierze i szoruje. On podziwia, jak pięknie uprała i wyszorowała. Ona z uśmiechem na twarzy serwuje kolację, reszta rodziny czeka przy stole z widelcami w dłoni. Typowa polska rodzina. Co dziwne, nie są to ludzie w wieku moich rodziców, ale moi rówieśnicy.  Powinnam się z nimi utożsamiać, przecież jestem kurą domową, zajmuję się domem i dzieckiem. Ale do głowy by mi nie przyszło identyfikować szczęście rodzinne z czystą toaletą. Naturalnie, że sprzątam i gotuję. Kto inny ma to zrobić? Przecież tata Antka jest całe dnie w pracy.  Zdarza się jednak, że wcale nie robię obiadu, bo wolę spędzić dzień w parku. Czasem gotuję zupę, którą jemy trzy dni, albo kupuję mrożoną pizzę lub paluszki rybne i frytki. Wieczorami wolę pobiegać niż kąpać dziecko, a w weekendy potrzebuję czasu dla siebie i wyganiam chłopaków z domu. Na wakacje przywiozłam Antka do dziadków, żeby zajmowali się nim przez całe dnie, a ja w tym czasie się opalam.













3 komentarze:

Magda Maslanka pisze...

Zazdroszczę dziadków. Ja jestem matką idealną, bo nie mam komu podrzucić syna. Już czekam na wrzesień, kiedy pójdzie do przedszkola. A wtedy ja do fryzjera, kosmetyczki, chyba nawet do kina sama sobie pójdę. A póki co całe dnie przesiaduje z książką na placu zabaw, a wracając w lokalnym barze kupuję obiad. Mina sąsiadek widzących mnie z siatką z kotletem lub kopytkami bezcenna.

Antek at Home pisze...

Matka idealna kupujaca kopytka i kotlet zamiast je zrobić, tez coś! Ja naprawde jestem okropna, gdy mialam imieniny wysłałam chłopaków do znajomych, a sama cały dzień czytałam, a potem poszlam do kina na Grand Budapest Hotel. Najfajniejsze imieniny EVER.

Anonimowy pisze...

Rewelacyjny wybór filmu, zazdroszczę podejscia do życia, choć sama często łamię stereotypu wpojone w dzieciństwie :)