środa, 28 maja 2014

Pierwszy Raz nad Morzem




- To Antek nigdy nie był nad morzem? - zapytała moja mama. Ano nie był. Z dzieckiem wyjazd na jakąkolwiek wycieczkę to wyprawa z wypchanym po brzegi samochodem. W ubiegłym roku, kiedy Antek miał pół roku plażowanie wydało mi złym pomysłem ze względu na to, że on zjadał wszystko co dało się do ust włożyć. Nie chciałam patrzeć jak wcina piasek. Poza tym pieluchy, przygotowywanie mleka itp. Z połtorarocznym maluchem jest dużo łatwiej. Nie zmienia to faktu że wyjazd na morze, to wyprawa z pełnym samochodem. Trzeba mieć ciuchy do przebrania na wypadek zamoczenia, dwie pary butów, czapki (bo nie lubi nosić i ciągle zdejmuje), pieluchy, picie, jedzenie, snaki, piłkę, wiaderko i łopatkę. Acha, jeszcze krem z wysokim filtrem. Do plaży w Bournemouth mamy dwie godziny jazdy. Tak to ustawiliśmy, że Antek śpi podczas drogi. Jeśli nie śpi, to płacze, Jeśli płacze, my się denerwujemy. Całe szczęście spał. Obudził się już na miejscu.
Nie powiedział łał gdy zobaczył morze ale uderzył w płacz. Gdy wszedł w wodę w swoich gumowcach fala go lekko porwała i stracił równowagę. Pięć minut na plaży a on był już cały mokry. Przydały się więc wszystkie ciuchy na zmianę. Zdecydowałam się nie zakładać mu z powrotem gumaczy i zostawić bose stopy, sama też byłam boso. Poza tym inne dzieci biegały rozebrane więc może pogoda nie była aż taka zła (jakieś 16 stopni). Antek błagał mnie swoimi oczkami żebym absolutnie nie zostawiała go tym okropnym piasku, który się przykleja do stóp i nie można na nim stać bo się przesuwa. Wspinał się na nas żeby tylko nogami nie dotykać nawierzchni. Był bardzo podejrzliwy. Gdy już się lekko oswoił pokazywał mi rączkę oblepioną piaskiem i mówił yyyyyyyy. Na koniec jednak tak mu się spodobało, że już nie tylko kopał doły ale też tarzał się i obsypywał. Piasek miał nawet na rzęsach gdy zgarnialiśmy go do samochodu.
Ostatnio moja koleżanka zapytała - To Antek nigdy nie jadł truskawek? Ano nie jadł. Zaczął się dla niego czas robienia wielu rzeczy po raz pierwszy.








2 komentarze:

Justyna Podraza pisze...

Najpierw przeczytalam artykuł o mamie idącej do pracy, później dopiero ten. I taka refleksja- moze ten system tutaj jest tak ustawiony abyś mogla być świadkiem jak najwięcej pierwszych razy. Każdy wie ze jak sie chce zyc jak czlowiek i nie wymieniać dzieckiem w biegu lub co gorsza brać mamy do pomocy to kobiecie nie opłaca sie pracować w pelnym wymiarze

Antek at Home pisze...

Hej Justyna, w przypadku mlodej mamy to jest zawsze wybor miedzy zlem a zlem. isc do pracy zostawic dziecko - zle. zostac w domu na utrzymaniu partnera - tez zle. Ale masz racje, ciesze sie z kazdej chwili spedzonej z Antkiem. Predzej czy pozniej pojde do pracy na pol etatu czy caly, a tych dni z dzieckiem nikt mi nie odberze.