sobota, 31 maja 2014

Kiedy Mama Pójdzie Do Pracy?






Przed zajściem w ciąże miałam wszystko poukładane - wrócę do pracy a dziecko pójdzie do żłobka. Otrząsnęłam się z tego snu gdy zdałam sobie sprawę, że na żłobek musiałabym dokładać, bo z tego co zarobię nie wystarczy. Właśnie o koszmarnie drogiej opiece nad dzieckiem zamierzam napisać. Nie stać mnie żeby pójść do pracy. 
Moja cała rodzina mieszka w Polsce. Nie mam co liczyć na pomoc babci. Wiem, że jednym ze sposobów na opiekę jest ściągnięcie do Anglii mamy lub teściowej. Wiele polskich rodzin tak robi. U nas to nie wchodzi w grę. Obie babcie pracują i nie zamierzają przyjechać i  żyć z nami na kupie, w obcym kraju, bez języka, bez znajomych, bez swojego życia. Dla mnie wizja mieszkania z jeszcze jedną osobą w naszym małym mieszkaniu jest przerażająca.
Innym sposobem na opiekę nad dzieckiem jest praca na zmiany. Wygląda to tak, że jedno z rodziców pracuje na nocki lub wieczory, drugie w ciągu dnia i wymieniają się dzieckiem w biegu. Wiem, że to ostateczność i nie dziwię się parom, które tak robią, czasem to jedyny sposób. Mogę sobie tylko wyobrazić jak ogromnie zmęczona musi być osoba, która pracuje w nocy a potem zajmuje się dzieckiem. Mogę sobie też wyobrazić jak destrukcyjny wpływ ma to na życie całej rodziny. Ale wiem, jakoś trzeba sobie radzić. 
Jestem szczęściarą, że mogę sobie siedzieć w domu i zajmować się moim ukochanym dzieckiem, tata zadba o pieniądze na życie. Jednak coś mi nie daje spokoju. To chęć bycia niezależną. Ciągła myśl - a co jak taty kiedyś zabraknie? Co wtedy zrobię? Wiem, że muszę mieć pracę aby zarabiać na życie. Nie mogę pozwolić na to, że pewnego dnia obudzę się i nie będę miała na chleb. To uczucie szczególne bliskie jest emigrantom. Z daleka od ojczyzny, bliskich, trzeba polegać tylko na sobie. Przyjeżdżając do Anglii wiedziałam, że muszę postarać się o angielskie kwalifikacje, które pomogą mi w zdobyciu dobrej, stałej pracy. Uczyłam się po nocach, zmęczona po pracy, rozwiązywałam testy, stukałam zawzięcie w kalkulator i skończyłam AAT, mam kwalifikacje księgowej. Ale nie tylko dyplom się liczy, potrzebuję doświadczenia. Muszę iść do pracy, żeby się rozwijać i nie zmarnować tego co już osiągnęłam. Praca daje poczuje przynależności, dzięki spotkaniom z innymi ludźmi czujemy się mniej samotni. Tego bardzo brakuje mamom, które za jedyne towarzystwo przez całe dnie mają swoje małe dziecko. Marzą aby wyjść w końcu do ludzi, uczesać włosy, ubrać sukienkę i szpilki. 
Jednak gdy słyszę że na żłobek wydam minimum 800 funtów miesięcznie (u mnie w mieście nawet 1000 funtów), na childminder niewiele mniej, to zastanawiam się ile mi zostanie na przejazdy żeby już zupełnie pracować za darmo. Czy warto w takim razie oddawać dziecko i spędzać całe dnie w biurze?






10 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Hm, to moze stanowić problem, sama mam podobny..

Antek at Home pisze...

wiem, że za tak duzą cenę dostaje sie profesjonalną usługę. Angileskie opiekunki mają certyfikaty, przeszły odpowiednie szkolenia. Zostawiając im dziecko wiemy, że są pod dobrą opieką. Ale niestety mało kogo na to stać.

Anonimowy pisze...

Jako ksiegowa masz tzw. wolny zawód, możesz ogłaszać się i pracować w domu, ale wiadomo, nie zastąpi to wyjścia do ludzi...

Antek at Home pisze...

Problem w tym, że potrzebuję więcej praktyki aby móc samodzilenie pracować. Dlatego tak ważne jest abym poszła do pracy. Mamy zamiar się przeprawadzić gdzieś z dala od Londynu, wtedy poszukam pracy na pół etatu. I tak będę większość zarobionych pieniędzy płacić na żłobek ale chociaż nie wypadnę z zawodu. Nie przysługują nam żadne zasiłki.

Anonimowy pisze...

ja bylam w podobnej sytuacji, mieszkam w Londynie. Czekaliśmy na nasze dziecko kilka lat, czekając rozwijałam się w pracy, stanowisko zastępcy menadżera w przedszkolu na Wimbledonie, w końcu upragniona ciąża, synuś I I właśnie, co dalej??? Nie mogłam wrócić na pół etatu ze względu na stanowisko w prywatnym przedszkolu, a oznacza to mniej więcej, że często trzeba pracować codziennie od 7 do 19. A to z kolei oznacza 9 miesieczne dziecko w przedszkolu, ze mną, tyle godzin... no I przedszkole kosztowalo by ok 1300 funtów za miesiąc. Tata mógłby czasem odbierać wcześniej...ale czy tego chcemy??? Nie, musiałam wziąć się w garść I coś zrobić! Otworzylam sklepik na ebayu z produktami pościelowymi dla najmłodszych. Kokosów nie ma, ale przynajmniej mogę wesprzeć finansowo naszą małą rodzinkę. I co najcenniejsze dla nas, mogę być ze swoim dzieckiem. Pozdrawiam I zapraszam do nas na zakupy stores.ebay.co.uk/BabyLondonShop

Antek at Home pisze...

Gratuluje pomyslu i życze powodzenia w biznasie. Bardzo fajny sklep. Zauważyłam, że kobiety zostając w domu z dzieckiem stają się bardzo kreatywne. Monotonia dnia codziennego wyzwala w nich moc pomysłów: pisza, fotografuja, gotują jak mistrzowie kuchni, haftują, szyją itp.

E T pisze...

My mieszkamy w Gloucestershire i przeprowadzilimy sie do Anglii z roczná córeczká. Dzis ma trzy lata i kawalek. Ja z zawodu jestem projektantem grafiki i opakowan, ale z racji roznych musialam zostac w domu z dzieckiem. Generalnie plan byl taki, ze ona szybko pojdzie do przedszkola, ale jakos "szybko" sie nie udalo - miedzy innymi ze wzgledu na pieniádze wlasnie. Ja natomiast mam pracé "w rekach" i od zawsze realizowalam swoje bizuteryjne projekty i sprzedawalam przez internet, ale raczej jako hobby. Odkad jednak zalozylam powazny sklep z moja upcyclingowá bizuteriá na Etsy (pochwalie sie! https://www.etsy.com/uk/shop/KfiatekGiftedHands ) - nie dosc, ze mój angielski sie poprawia bo mam kontakt z klientem - to jeszcze siedzac w domu i wlasciwie organizujác czas mojej córce poza trzema przedpoludniami kiedy jest w przedszkolu- zarabiam porównywalnie ile mój máz weterynarz. Zastanawiam sie powaznie, czy kiedykolwiek chce pracowac jako grafik dla agencji.

Antek at Home pisze...

Jestem naprawdę pod wrazeniem Twojego rękodzieła. Odwiedze Twój sklep przed jakimiś urodzinami lub gwiazdką. Ja zawsze chcialam wyplatać wiklinę. Może na starość sie tego nauczę i garażu będę sobie siedzieć i robić koszyki, fotele, stoliki, szafki. Pozdrawiam Monika.

E T pisze...

Dzieki! no i Zapraszam rzecz jasna. A na hobby/prace - nigdy nie jest za poxno. Choc dla wikliniarstwa to najlepiej byloby mieszkac w Rudniku nad Sanem.. ;)latwy dostep do materialu i tam chyba wszyscy to robia, wiec byloby sie od kogo uczyc;)

Antek at Home pisze...

hahhaha, zapamiętam ten Rudnik, dzięki