sobota, 30 lipca 2016

Family Comes First



Gdy czytam o kobietach, które pełnią wysokie stanowiska, a do tego mają dzieci i szczęśliwą rodzinę to wiem, że to tylko wyjątki od reguły. W normalnym świecie ciągle obowiązuje zasada albo kariera, albo rodzina. 
Kiedyś, gdy pracowałam jako reporterka w lokalnej gazecie, przeprowadzałam wywiady z kobietami sukcesu, które mówiły, że można mieć wszystko, można pogodzić wychowanie dzieci z prowadzeniem biznesu. Będąc młodą dziewczyną bardzo w to wierzyłam. To kwestia organizacji – powtarzałam. Trzeba po prostu wszystko sobie ułożyć. Dziś widzę, że to nie jest proste, powiedziałabym więcej, to prawie niemożliwe. 
Ostatnio odwiedziły nas w pracy trzy główne szefowe. Pracuję w księgowości, to dość sfeminizowana dziedzina, wiec trzy kobiety na czele działu finansowego dużej korporacji raczej nie dziwią. W innych działach to mężczyźni wiodą prym, księgowość zostawili kobietom. Przyjechały do nas z tzw. centrali na prowincję, żeby nas poznać, żebyśmy my poznali je. Chciały posłuchać co nas trapi, jakie mamy problemy tu na prowincji (w Bristolu). Zaczęły od mówienia o sobie, co lubią, jak spędzają wolny czas. Gdy je słuchałam wiedziałam, jak bardzo różni się nasz świat. U nich na pierwszym miejscu były wakacje i uprawiane sporty, potem ulubione zwierzęta – psy i konie. Żadna z nich nie ma dzieci, na zdjęciach występowały z siostrzeńcami i bratankami, by na końcu prezentacji stwierdzić, że rodzina jest najważniejsza. Moje „centalne szefowe” powtarzały family comes first, ale miałam wrażenie, że nie wiedzą, co to tak naprawdę znaczy. One nie mają rodziny. Koń albo pies, to jednak nie dziecko. Mają karierę, wysokie stanowiska, fantastyczne zarobki, egzotyczne wakacje co pół roku, ale nie mają dzieci. One wybrały pracę. Nie można mieć wszystkiego. Nie chcę powiedzieć że przez brak dzieci coś straciły, są nieszczęśliwe. Nie, to ich wybór i widać że są spełnione. Praca daje im zadowolenie. Ale one nigdy nie będą w stanie zrozumieć nas, pracujących mam. W ich ustach powtarzane hasło family comes first traci swoje znaczenie i staje się kolejnym korpo banałem. One nie wiedzą jak to jest gdy nie można przyjść na ważne spotkanie, bo rano dziecko obudziło się z gorączką. Zdarzyło mi się nie przyjść do pracy z tego powodu, gdy akurat miałam do zrobienia ważną płatność dla podwykonawców. Zrobiła to za mnie koleżanka, która nie ma dzieci i można na niej polegać. Ta koleżanka zostaje po godzinach, nie choruje, więc to ona awansuje, a nie ja. Moja szefowa zwróciła mi uwagę, że nie mogę zawodzić. Dodam, że moja „lokalna szefowa” też nie ma dzieci i kompletnie nie rozumie, że gdy dziecko budzi się z gorączką, ja nie mogę go posłać do opiekunki i nie mam nikogo innego, kto mógłby z nim zostać. Właśnie w takich momentach mówię family comes first i po prostu nie idę do pracy. Tylko wtedy to sformułowanie ma sens. A nie w odniesieniu do zdjęcia z siostrzeńcami i bratankami na uroczystości rodzinnej.
Słuchając prezentacji moich ważnych szefowych zastanawiałam się dlaczego nigdy nie będę na ich miejscu. Przede wszystkim kończę pracę o czasie, wychodzę po przepracowaniu 8 godzin i biegnę do domu. Nie myślę o nadgodzinach, o tym co jeszcze trzeba zrobić. To wszystko da się zrobić jutro, nie ucieknie. Nie mogę za to przegapić, odbioru dziecka od opiekunki i jego opowieści jak mu minął dzień. Gdy szefowa proponuje trzydniowy wyjazd na konferencję finansową, odmawiam. Mogłabym tam poznać ważnych ludzi ale dla mnie ważniejsze jest spędzić cały dzień z Antkiem, zjeść razem śniadanie, pooglądać kreskówki, ugotować coś pysznego. Mogłabym wyliczać wiele sytuacji, gdy po prostu fajniej jest pobyć w domu z dzieckiem niż być na konferencji. Ale nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem złą pracownicą, źle wykonuję swoją pracę. Nikt nie może mi zarzucić braku pracowitości, kompetencji czy profesjonalizmu. Potrafię się poświecić i pojechać te głupie konferencje od czasu do czasu. Mam coś jeszcze - dużo cierpliwości, wyrozumiałości i zrozumienia dla innych, a tego nie nauczą na żadnym kursie czy konferencji. To się ćwiczy na co dzień w domu z małym, niesfornym stworzeniem, które nigdy nie robi tego, o co się go prosi. I przyznam, że inne mamy są lepsze we współpracy niż ci egoistyczni samotnicy. Są bardziej odpowiedzialne i zorganizowane. Potrafią odróżnić rzeczy ważne od tych błahych. Nie robią tragedii o drobiazgi, a gdy dojdzie do sytuacji problemowej szukają racjonalnego rozwiązania, które usatysfakcjonuje każdego. Mamy w pracy są twarde, ale nie forsują swego zdania na siłę, nie muszą wygrywać, raczej szukają kompromisu. Co z tego, że nie są dyspozycyjne, że dla dziecka potrafią rzucić wszystko i wyjść. Tak to niestety jest gdy family comes first
Korporacje ostatnio stały się family friendly.  CEO czyli główni szefowie promują hasła typu work life balance bo pamietają swoich zapracowanych ojców, którzy nigdy nie mieli dla nich czasu i nie chcą być takimi ojcami dla swoich dzieci. Jest bardzo modnie wśród managementu mówić o czasie spędzonym z dziećmi, wspólnych wycieczkach itp. Stąd się bierze powtarzana fraza przez moje centralne szefowe, że rodzina jest najważniejsza. Łatwo jest to mówić bezdzietnym kobietom lub mężczyznom, których żony nie pracują zawodowo i zajmują się dziećmi. Gdy mówi to pracująca matka, to już nie jest tak mile słyszane.




sobota, 21 maja 2016

My i Oni


Mieszkam w Wielkiej Brytanii już na tyle długo żeby czuć się tu dobrze i bezpiecznie. Zaraz po przyjeździe zauważyłam że wiele nas łączy, nas Polaków i Brytyjczyków. Słuchamy tej samej muzyki, oglądamy te same filmy. Nasza dieta oparta jest głownie na mięsie i ziemniakach. Wolny czas spędzamy oglądając telewizję, chodząc do kina lub pubu z przyjaciółmi. A latem rozpalamy grilla i pijemy piwo. Niestety im dłużej mieszkam, tym widzę też więcej różnic. Coraz bardziej czuję się też tą inną, jestem dziewczyną z obcym akcentem, imigrantką.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Childcare Voucher - Dla Pracujących Mam



Zasiłki są z założenia dla najbiedniejszych. Jednak od tak bogatego i dobrze zorganizowanego państwa jak Wielka Brytania oczekiwałoby się dobrej polityki prorodzinnej i wsparcia dla kobiet, które są mamami ale pracują zawodowo i zarabiają. Niestety brak tanich żłobków i przedszkoli powoduje, że kobietom nie opłaca się pracować. Większość zarobionych pieniędzy i tak wydałyby na opiekę nad dzieckiem.  

sobota, 2 kwietnia 2016

Z Wizytą w Normandii


Wizytę w Normandii czyli na północy Francji polecam wszystkim, którzy zwiedzili już wiele miejsc w UK i mają ochotę na coś więcej, ale nie chcą podróżować zbyt daleko. Wystarczy przepłynąć Kanał Angielski (lub jak kto woli La Manche). We Francji jest taniej, więc to co wydamy na prom, zaoszczędzimy na noclegach, jedzeniu i paliwie. Do tego ludzie są niesamowicie mili i gościnni, a jedzenie i wino nie ma sobie równych.

czwartek, 3 marca 2016

M Shed Czyli Wszystko o Bristolu


Gdy pytam moich znajomych gdzie pójść z dzieckiem w deszczowy dzień, pierwszą odpowiedzią jest najczęściej M Shed.  M Shed to muzeum Bristolu. Miasta, które mieszkańcy kochają i są z niego dumni.

sobota, 23 stycznia 2016

Nasza Mała Dwujęzyczność cz.2



Antek skończył właśnie 3 lata. Gada i gada, ciągle się wymądrza i wszystko wie najlepiej. Jest dwujęzyczny wiec rozumie co sie do niego mówi zarówno po polsku, jak i po angielsku. Problem w tym, że gdy mówi okrutnie kaleczy i polski, i angielski. Typowe dla jego wieku błędy językowe popełnia w obu językach.

środa, 6 stycznia 2016

Kiedy Antek Był Jeszcze w Brzuchu

Tak bardzo nie lubiłam być w ciąży, że nie mam z brzuchem żadnych zdjęć. Za to jak Antek się urodził, nie mogę odstawić aparatu fotograficznego. Chętnie też pozuję.


 
"Kupiłam trochę ubrań dla maleństwa" powiedziałam do mojej ciężarnej siostry. "Jakiego maleństwa, o czym ty mówisz. Nawet nie mam jeszcze brzucha" odparła zirytowana.
Zaraz przypomniałam sobie siebie gdy byłam w ciąży. Przez całe 9 miesięcy nie byłam w stanie myśleć o dziecku jak o małym słodkim bobasie ale o jakimś złośliwym ufoludku, który mi nie daje normalnie żyć.

sobota, 12 grudnia 2015

Me Day



Każda mama potrzebuje pobyć trochę sama. Czy to jest godzina dziennie, czy kilka godzin w czasie weekendu. Przyjemność sprawia wtedy zwykłe wyjście do sklepu, do kina, do koleżanki. W tym czasie możemy mieć wyrzuty sumienia, że jesteśmy samolubne, zaniedbujemy rodzinę. Ale wtedy do nudnych codziennych obowiązków wracamy z większą energia, mamy więcej sił i cierpliwości.

sobota, 28 listopada 2015

A Ty Jak Bardzo Zielona Jestes?


"How green are you?" to pytanie zadała mi szefowa podczas rocznej oceny. Moja firma ma fioła na punkcie ochrony środowiska i oczekuje od swoich pracowników odpowiedniego zachowania nie tylko w pracy ale też na co dzień. Zawsze zwracałam uwagę na oszczędzanie energii, segregowanie śmieci itp. To naturalny element życia UK. Moje otoczenie bardzo ułatwia mi bycie zieloną poprzez dostarczanie odpowiednich kontenerów do segregacji, wskazuje specjalne miejsca do oddawania ubrań i zużytych sprzętów. Ale gdy chodzi o robienie czegoś więcej, z moją zielonością może być gorzej.

niedziela, 22 listopada 2015

Do Moich Bezdzietnych Współpracowników





Na portalu Scary Mommy znalazłam zabawny tekst o tym, co chciałaby powiedzieć mama do swoich bezdzietnych współpracowników, po powrocie do pracy po urlopie macierzynskim.
Też mogę podać kilka takich przykładów: